Gotuję od dziecka, uwielbiam to począwszy od robienia kanapek po gotowanie bigosu przez 4 dni. Czasami wtrącę tu swoje myśli niezwiązane z kuchnią w celu wygadania się :
Kategorie: Wszystkie | Bez przepisowo :) | Kulinarnie
RSS
środa, 06 marca 2013
Patologie

Nawet nie będę się tłumaczyć, ze znowu mnie tu nie ma. Ani obiecywać poprawy. Ostatnio zabiera mnie mój drugi blog, który niejako jest odskocznią od refleksji i problemów życia codziennego, jest pełen uroczych pierdół właściwie. Dzięki niemu skupiam się na tym co lajtowe a w tej chwili to  mi pomaga - dla chętnych, bardzo proszę

www.tandeciaraexclusive.pinger.pl

Kulinarnie też się nie wyżywam, a jak mam coś do powiedzenia - to piszę tutaj. I tak oto dziś trafiłam przez zupełny przypadek na niesamowitego bloga www.margineszycia.blogspot.com

Nie mogę się oderwać od lektury parę ładnych godzin, z przerwą na położenie dzieci spać i pójście do sklepu po wino. Bo lektura owa o wino aż się prosi... W wielkim skrócie, jest to blog zakładam ze faceta, który jest zawodowym kuratorem sądowym. I na swoim blogu opisuje sprawy, sytuacje, z którymi spotyka si,ę zawodowo. Nie są to opowieści dla ludzi o słabych nerwach, dla ludzi zbyt wrażliwych ani nawet tych, którzy nie spotkali się wcześniej z takim syfem. Dla "normalnego" człowieka nie do przejścia jest komunikat w wiadomościach, że matka utopiła swoje dzieci w beczkach, że je zakopała w lesie, czy zainicjowała porwanie, żeby ukryć zbrodnię... Zwykły człowiek wtedy nie wierzy jak to jest możliwe, pojawia się wyparcie, próba może zgadywania? czemu, dlaczego, co to za potwór, itd. 

Ktoś, kto pracował z patologią patrzy inaczej. Zawsze widzi 2 strony medalu. Bo jedna to za mało... Ja mam to za sobą, w swoim zawodowym życiu pracowałam z przypadkami, które nie śniły mi się po nocach w najgorszych koszmarach. Stykając się z nimi na co dzień, nie sądziłam, że TO może dziać się w pobliżu, że TO - to tak naprawdę skrót do wielu niewyobrażalnych skurwysyństw, które może zrobić człowiek - człowiekowi. W mojej "karierze" głównie opierało się to na krzywdzie dzieci... 

Czytając bloga kuratora, czytam o sobie, o swoim podejściu - jest dokładnie takie samo jak kuratora, mam wrażenie że to niejako moja bratnia dusza (jakkolwiek sekciarsko to brzmi :/) w pracy i odczuwaniu tych emocji, które zawsze towarzyszą. Ale jednocześnie umiem się odciąć, nie znoszę tego do domu, chociaż bywa, że sny mam katastroficzne, koszmarne itd. Związane typowo z danym przypadkiem. Też wypowiadam się w podobnym tonie do kuratora, to bliski mi język (choćby ze względu na "rzucanie mięchem" ;) ) .  Jestem pod wielkim wrażeniem, że ktoś pełniący tak prestiżowy zawód (nie łatwo się dostać na kuratora zawodowego, co to, to nie)  umie zachować zdrowy dystans, choćby na blogu. Tak doskonale opisywać swoje uczucia i emocje względem sytuacji, które przerastają. Wszystkich. Nawet profesjonalistów. 

Czytanie bloga kuratora zbiegło się w moim życiu z ważnym wydarzenie tego typu - pewnie znana jest ostatnia historia kiedy rodzice zakopali ciało Krzysia w lesie i prawie 2 tygodnie trwały poszukiwania ciała dziecka. Znam jego mamę. Bardzo dobrze mogłabym nawet powiedzieć. Była moją wychowanką. Do dziś, przy kluczach od samochodu noszę breloczek ze swoim imieniem, który OD NIEJ dostałam w prezencie z jakiegoś wakacyjnego wyjazdu... Kurwa, kurwa, kurwa. Jak to możliwe?! Taka fajna dziewczyna... Upośledzona, fakt. Ale jak rzadko się zdarza-ułożona, posłuszna, miła, uczynna, koleżeńska, kurwa! Mogłabym wymieniać dalej! I co się okazało? Że olała własne dziecko, okazała się potworem... :/

poniedziałek, 11 lutego 2013
Genetyka

Dziś był ten wielki dzień, kiedy wypadła nam wizyta z Łajzeczką u genetyka. Wizytę poleciła neurolog z Warszawy, bo jak przypominam-tu u nas, neurolodzy nie uznali tego za stosowne... Konowały pieprzone :/ 

W każdym razie, czułam, że nie będzie łatwo, Łajzka ostatnio nie daje się nawet nikomu dotknąć, dobrze, że tata z nami pojechał-bo nie byłabym w stanie zamienić 2 zdań z lekarzem, a wywiad podstawa przecież. Na początku pan doktor stwierdził, ze właściwie bez sensu przyszłyśmy, on tu dla siebie (genetyka) nic nie widzi. Łagodna dysmorfia twarzoczaszki - cóż, niektórzy mają odstające uszy i nie są dysmorficzni. Zdanie zmienił, kiedy zaczął zadawać dodatkowe pytania, które były strzałami w 10 tkę, kiedy opowiadałam mu o rehabilitacji Małej, o swoich chorobach, o pobytach Łajzki na neurologii itd. Pooglądał Łajzkę, po dotykać zbytnio się nie dała, ale wrzeszcząc pokazała te swoje 4 kły, które też są istotne... Opowiedziałam o problemach z chodzeniem, lękiem przestrzennym(chociaż w kwestii genetyki nie wydawało mi się to istotne, bardziej myślałam, że to ortopedia ewentualnie neurologia, ale okazało się, że faktycznie, lekarzem nie jestem :) ). Prędko doktor zmienił front. Rzucił 2 hasła-2 choroby - albo to SMA (podrzucam link, który mi najwięcej pomógł zrozumieć chorobę www.rzekazdrowia.pl/rdzeniowy-zanik-miesni.php ), czytając ten artykuł u Łajzki ewentualnie wchodziłoby w grę SMA3...

Albo jest druga opcja - zespół retta - www.rettsyndrom.gd.pl Co ja tu będę pisać? Że nie mam siły pisać? Nie mam siły gadać? Siedzę zamknięta w domu, nie zawiozłam Aniołka na balet bo nie mam mocy. Czuję się jak balonik z którego spuszczono powietrze... Okres oczekiwania na wyniki to 2-3 mce mam dzwonić na początku kwietnia się dowiadywać. To są badania tylko na SMA na diagnozę retta trzeba będzie czekać jeszcze ze 2 -3 lata-zrozumiałam, ze Łajzka jest za mała, tam nie tylko badania genetyczne świadczą o chorobie, może dlatego... na koniec pan doktor powiedział, że Łajzek ma 50 % szans, że jest zdrowa. Czyli jak to mówią: "szklanka jest w połowie pełna" czyż nie...?

wtorek, 05 lutego 2013
Sałatka gyros/kebab

Jak kto woli :) Każdy ją zna i każdy ją robi. Jest naprawdę smaczna, elegancka, ładnie prezentuje się na spotkaniach towarzyskich, czy świątecznych stołach również. Ja z racji tego, że nie jadam kukurydzy (od zawsze, jest bleeee) to tą sałatkę zmodyfikowałam wedle własnego uznania. I był to strzał w 10 jak się okazało. Teraz wszyscy znajomi jak przychodzę do nich w gości, robią "moją" wersję :) Ostatnio również wykonałam sałatkę nie z kurczaka a - wiadomo, z karkówki :) Z czystej ciekawości. Bo przecież kebab - przynajmniej ten w Polsce można kupić i wieprzowy i drobiowy. Więc pomyślałam, że ta sałatka też powinna być dobra w wersji wieprzowej. I nie pomyliłam się! Zaczynamy!

 

Składniki:

  • 0,5 kg karkówki (opcjonalnie cycka z kurczaka dla tradycjonalistów :))
  • 3 cebule
  • 5-6 sztuk ogórka konserwowego
  • 0,5 kg pieczarek
  • kapusta pekińska
  • majonez
  • jogurt naturalny
  • szczypta vegety (ja używam soli z racji swoich przekonań)
  • sól
  • pieprz
  • papryka słodka i ostra
  • przyprawa do gyrosa albo kebaba - ja mam obie kamisa, najbardziej mi smakują

 

Wykonanie:

Zaczynamy od pokrojenia w malutką kostkę i zamarynowania mięska - jeśli sałatka jest "planowa" to warto mięsko zamarynować dzień wcześniej. Ja po prostu posypuję je przyprawą do kebaba (taką wolę jest bardziej orientalna, do gyrosa jest bardzie ziołowa i aromatyczna według mnie) i skrapiam oliwą. Następnie wkładam do rękawa do pieczenia i wstawiam do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na jakieś 50 minut. W tym czasie kroję pieczarki w małe ćwiartki (przynajmniej na 6 nie na 4) i podsmażam na kropelce oleju, troszkę je pieprzę i solę. Cebulę kroję w małą kosteczkę tak samo ogórki. Jak mięso się upiecze, gorące wykładam je do naczynia w którym będę podawać sałatkę. Na gorące mięso wrzucam pokrojoną cebulę i czekam aż mięsko przestygnie. Na cebulkę daję ogórki, a na ogórki podsmażone pieczarki. Teraz pora na sos-niektórzy dają po prostu majonez, inni ketchup i majonez, natomiast w mojej wersji jest lajtowo - łączę majonez z jogurtem naturalnym-nie dość, że jest mniej kalorycznie to i sos robi się rzadszy dzięki czemu łatwiej go rozprowadzić na składnikach. Na mały pojemnik jogurtu naturalnego daję 2 łyżki majonezu, dokładnie mieszam, wsypuję troszkę papryki słodkiej i szczyptę ostrej-tak, dla podkreślenia smaku.  Polewam sosem pieczarki. Na wierzch kładziemy pokrojoną kapustę pekińską, którą po wierzchu ja posypuję odrobiną soli, dla chętnych jest wersja z vegetą właśnie. Dzięki temu pekinka trochę nam klapnie, dzięki czemu łatwiej połączy się z innymi składnikami na talerzu :)

 

Sposób podawania:

W ładnym naczyniu, świetnie się prezentuje warstwami, nakładamy od spodu, żeby mieć wszystkie składniki na talerzu :)

 

SMACZNEGO :)

17:22, paulina_rapala , Kulinarnie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14